Niby proste,  ale zrobiłam ich w życiu kilka i za każdym razem coś było nie tak: że suche, że niewyrośnięte itp. W końcu wczorajszego popołudnia postanowiłam zrobić je po swojemu – modyfikując dotychczasowe proporcje.

Zanim zacznę jeszcze chcę uprzedzić o kilku sprawach. Robiłam ciasto z myślą o moim dziecku więc proszek do pieczenia nie został uwzględniony, również cukier wykorzystany został w ilości minimalnej. Powiem Wam szczerze, że starałam się robić dawniej eko- bez cukru używając ksylitolu, bez jajek używając lnu, ale nie przypadł do gustu rodzinie aż tak jak ten.

Czemu ciasto marchewkowe po cichu? A bo robiłam je podczas drzemki syna, a kiedy on śpi w sypialni (mamy wspólny pokój) odgłosy miksera są na 1 miejscu do zakończenia tych kilku chwil ciszy i samotności. Nasza kuchnia przylega niemalże do drzwi sypialni, więc musiałam uciec do… łazienki. Ależ to normalne u nas mili Państwo. Młynek do kawy też tam jest, żeby zmielić kawusię. Tak już u nas jest,a my adaptujemy się do takich dziwactw z godnością 🙂

I jeszcze jedno. Postanowiłam powiedzieć Wam również o każdej czynności oraz kolejności działań ponieważ uznaję coraz częściej, że ma to znaczenie.

Potrzebujemy

  • 4-5 niedużych marchewek ponad 200gram

    Polecam blat Gorenje, można robić pranie i ciasto w tym samym momencie.

( wyjęłam je z lodówki wcześniej by nie były zimne)

  • jedno dojrzałe jabłko
  • 2 jajka
  • orzechy 60gr
  • cukier brązowy 85 gr
  • olej 120 ml (użyłam rzepakowego)
  • masło łyżka stołowa
  • wiórki kokosowe garść
  • daktyle 3 poszarpane na małe części
  • serek mascarpone 250 gr
  • syrop z agawy 50 ml
  • truskawki / borówki  do dekoracji
  • konfitura wiśniowa 2 łyżeczki
  • kardamon / łupiny – wybrać ziarna z 3 łupin i nie mielić, delikatnie stłuc w moździerzu
  • cynamon 2 kopiate łyżeczki
  • soda oczyszczona 1 łyżeczka płaska
  • mąka przenna ekologiczna 200gr

No to start___________________________________________

Na pierwszy ogień idą marchewki, które lecą na wióry na zwykłej tarce (duże oczka) lub w mikserze. Nie puszczają wtedy wody są wyraziste i tak według mnie powinno być. Na koniec ścieracie jedno jabłko i mieszacie ręcznie. W tym samym czasie czyli kolejną parą rąk przygotowujemy orzechy. Obieranie z łupin to zmora…ale samo się nie zrobi. Można oczywiście kupić w sklepie i po krzyku. Obok w drugim urządzeniu rozpoczynam akcję ubijania jajek. Dwa jajka ubijam na średnich obrotach ok.5 sekund, następnie wsypuję cukier i zwiększam obroty. To nieco trwa, bo trzeba osiągnąć delikatną, puszystą piankę, ale nie czekajcie zbyt długo… myślę, że ból dłoni da znać kiedy macie dość i wtedy dodajecie olej. Nie na raz, a powolutku, strumieniem. A jeszcze wracając do tych jajek, to niech one również nie będą zimne, tylko takie ogrzane upałem wnętrza Waszego mieszkania. Mamy 30 stopni za oknem, stawiam, że temperatura pokojowa to 24 wzwyż.

cukier zważyłam bezpośrednio na wadze jak orzechy i wyszło 85 gram, ale na mojej miarce kuchennej wychodzi o tak. Komu ufać? Ja wybrałam wagę.

Teraz kolej by wszystko ze sobą zmieszać. Połączcie marchewkę i jabłko z masą, (pozostawiając masę nieco na dnie pojemnika w którym właśnie ją miksowaliście) i dodajcie orzechy. Polecam ręcznie zmieszać. Następnie dodajecie resztę składników czyli cynamon, kardamon, sodę oraz mąkę. A na koniec daktyle oraz masło. Również zamieszać ręcznie.

Czas zapiekania w piekarniku.

Wykładacie brytfankę (polecam kwadratową lub podłużną, a nie tortową okrągłą) papierem do pieczenia i wlewając masę dzielicie tak na oko na pół by w środek wysypać ją wiórkami kokosowymi lub chipsami kokosowymi – te ostatnie dobrze robią zwłaszcza na wierzch. Potem wylewacie resztę i polewacie resztkami tej masy jajecznej, dodając i robicie to samo – posypujecie porcją wiórek. Na zdjęciu poniżej widać, że zrobiłam to gęsto.

Nagrzewacie do 170 stopni piekarnik ( ja robię bez termoobiegu) i wkładacie brytfankę do środka. Co do kształtu brytfanki, wymyśliłam kwadratową ponieważ potem po upieczeniu przekroję ciasto na pół i ułożę jedną warstwę na drugą by uzyskać super piętrowy spory kawał dobra.

Po pieczeniu w 180 stopniach / (ok.40 min.)  zmniejszam temperaturę do 150 i pozostawiam jeszcze na kolejne 30 minut.

Opieczony i lekko przypieczona warstwa wiórek – mniaaammmm

Już dopływamy do brzegu.

Po wyjęciu ciasto z piekarnika biegnę z nim na balkon by tam sobie odczekało i wystygło, nie wiem czy to dobrze, bo przecież tam 30 stopni! Mimo to uznałam, że będzie ok. Słuchajcie to ważne. Zanim przejdziecie do kolejnego kroku ciasto musi całkowicie być ostudzone. Wtedy robicie polewę – co trwa ok 5 minut.

Mascarpone mieszacie w miseczce z syropem z agawy, potem dosypujecie cukier – nazwę to szczypką. Dalej mieszacie na gładką piankową masę. Mascarpone na początku jest twarde więc wystarczy kilka ruchów łyżeczką i osiągacie cel. Nie ma co marnować czasu na mycie urządzenia.

Ostatni akapit. Ciasto ostudzone kroicie na pół. Połać wewnętrzną smarujecie mini warstwą konfitury wiśniowej i dodajecie małą warstwę polewy. Przykrywacie drugą połową ciasta i ładujecie do zwycięstwa całą zawartość miseczki polewy. Potem dekoracja: truskawka sztuk 3 oraz 5 borówek i kilka kropel soku z agawy.

Następnie to już tylko widelec i dobra herbata. Mam nadzieję, że Wam wyjdzie!!!!

SMACZNEGO!!!

porcja dla smoka

P.S

Dla tych którym czasu na kupno mascarpone nie udało się wygospodarować mam dobrą nowinę. Zróbcie ciasto w brytfance chlebowej. Na wierzch kiedy masa będzie już wewnątrz wrzućcie w kostkach wielkości pół piątego paluszka 4 porcje masła i dodajcie więcej sody o pół łyżeczki niż w przepisie powyżej. Też będzie super! Sprawdziłam 🙂

 

 

Author

Write A Comment