Poniedziałek. Wczoraj był poniedziałek. Byłam tak zajęta byciem rolą „w życiu”, że w końcu nie opowiedziałam na świeżo co czuję.

Wszyscy mendzą za oknem, że zimno. I to jest ok. Ja też nie szczędzę słów krytyki temu kto obmyślił ni stąd ni zowąd minus 16 stopni oraz smog. Dwa czorty na które nikt z nas wpływu nie ma. I co? Nie pogadasz na zewnątrz przez telefon, nie porobisz zdjęć aparatem. Wszystko to z obawy przez zamarznięciem, przykurczem mięśnia, zapalenia krtani itd. Jednym słowem dickness (niech każdy kto czyta przetłumaczy sobie na swój sposób). A w dodatku tego dnia – wczoraj, wstałam mega wcześnie i zawiozłam Amula do żłobka. Wylądował tam na 9 godzin. Był pierwszy w grupie. Miałam cały dzień na planowanie przyszłości. Początkowo znów pojawiły sie wyrzuty… myślałam…zostawiasz go na 9h, każdy psycholog ci przecież powie, że to absolutny max, potem pomyślałam sobie stop! Kiedyż on był ostatnio w żłobku?! miesiąc temu? na dwa dni? C-o-m-e- o-n! I się opamiętałam. To nie jest jednak łatwe. Czytam o tym, uczę się, ćwiczę. Problem wyrzutów sumienia jest tylko w nas. Tyczy się naszych nieszczęsnych relacji z dzieckiem, matką, przyjaciółką. Większość z nas czuje nadmierną empatię i czuje powinność w usługiwaniu. Nie wiem jak to ująć, ale ostatnio przeczytałam fantastyczną książkę, której przykład nieco metaforycznie przedstawię. Zamiast skupiać się na tym czego nie lubisz, skup się na tym dlaczego tego nie lubisz. Tyczy się to według mnie również relacji z drugim człowiekiem. Zwłaszcza bliskim-matką. Można w nieskończoność się zadręczać pytaniami „dlaczego ona mi to robi, zamiast mnie pocieszyć, rzuca mi kłodę pod nogi”, „wiedziałam, że tak będzie, że mnie zruga wiedząc, że przecież wiem, ze źle zrobiłam, więc po co do niej dzwoniłam?” itd. Same widzicie -my już wiemy z góry jak to się potoczy. A mimo to skupiamy się na tym plując słowem dlaczego w nieskończoność. No i cóż. Idźmy dalej, odpowiadając sobie i stosując do tego jak jest. Jakie są fakty. Czy my tej oceny potrzebujemy? Nie. Czy my uzależniamy swoje zdanie na swój temat od takich właśnie sytuacji? Też nie. W głębi duszy w takich właśnie sytuacjach wydaje nam się, że od poklepania po główce będzie nam lepiej. Tak naprawdę my popełniamy błąd, że wchodzimy w rolę małej dziewczynki będąc dużą babką. Nasz styl rozmowy prawdopodobnie nadal jest jeszcze w ławce w szkole podstawowej, bo fajnie byłoby mieć przyjaciółkę- mamę przyjaciółkę. Niestety ta zaborczość naszych mam, jest w nas również obecna. Chcemy kontroli nad tym co robimy jako mamy, a tu mamy problem bo Mama też jej chce. Wiec Drogie… nie jestem ekspertem… ale czasem warto konstruować zdania inaczej, myśleć inaczej, mówić o uczuciach. Komunikować swoje odczucia danych sytuacji prosto i zwięźle. By nasza rozmowa była jasna, a nie pełna „no wiesz”, „znasz mnie” itd. To jest oczywiście zajebiście trudne, ale im wcześniej człowiek zacznie tym szerzej i częściej się uśmiechnie. Wstawcie w ten tekst teraz partnera, przyjaciółkę, dziecko itd. Nie przyzwyczajajmy się do siebie, bo każdego dnia jesteśmy bogatsze i nasza emocjonalność ewoluuje, więc ….nasze komunikaty muszą być JASNE.

A teraz cofnę sie do tego poranka poniedziałkowego. Był mroźny ekstremalnie. Zaprowadziłam Amula na 7:30 i gnałam na przystanek by wrócić do domu. Kto mnie zrozumie ręka w górę.

Od dwóch lata siedzę z Amulem w domu. Przyczyny różne, szpitale, choroby, idea, finanse. Rytm dnia oczywisty jak końcówki amerykańskich filmów…tyle że flaga na koniec nie zawsze kolorowa…czasem biała. Wiem, ze to znacie. Rutyna do granic. I mam TEN wczorajszy dzień, a raczej moment. BATTERY CHARGED. Stoję, z zimna się trzęsę i czekam na autobus, którego pierwszym przystankiem jest właśnie ten mój. Jestem sama. Stado Lexusów, Toyot, Audic i BMW mija mnie na tym rondzie. Już czuję pęd ludzi, wszyscy dopiero piękni spod prysznica, pomadki lsnią, włosy błyszczą, krawaty pod samą pachnącą szyją, a kawucha jeszcze zbyt gorąca na pierwszy łyk. Wieecie o co mi chodzi. Jeszcze nie wiesz co się święci, ale tętno już wyczuwasz. Gdzieś w prześwicie dwóch bloków pojawia się gigantyczne słońce, jest biało. Mróz nadał cudowną poświatę, a słońce podbiło jasność. Wcale nie jest głośno, ale słyszysz oddech. Tylko swój. I czujesz, że to jest właśnie to. Że w końcu oddychasz, że ten moment jest Twój. Być może tylko Ty to widzisz. Być może tylko ciebie to teraz dotyczy. Ale taaaak! Jest ci zimno, ale to twoje zimno, twój widok, twój postój na obserwacje. Twoje dziecko jest już w żłobku, a ty jak za starych dawnych lat masz 9 godzin dla siebie. Co się dzieje kiedy wiesz, ze zjesz śniadanie, bez strategii przekładania nogi nad zmywarką i w ostatniej chwili łapania czajnika nożem, bo ktoś właśnie zdejmuje ci prawą nogawkę? Śmiejesz się. Co się dzieje, ja wiesz, że za ścianą nikt nie ucina drzemki i możesz wyłączyć słuchawki z piana i słuchać go w takiej głośności jak radio? Śmiejesz się. Co się dzieje, kiedy po owym śniadaniu, zrobisz porządek wytrzesz stół i on bedzie tak stał przez 9h, a nie 9 sekund? Śmiejesz się!

Tak to był piękny dzień. Rytm należał do mnie, przez chwilę byłam egoistką i to mi się strasznie podobało, a potem odebrałam Amula z taką pasją i tak cudownie się chichraliśmy jedząc jabłko, że aż wspólnie obejrzałam z nim świnie pepe, której nie znoszę. Wszystko było na plus, na tak!

Straszny pokój w sercu. Straszny. Dobry i konstruktywny. Tak dobry jak ta piosenka…

MÓWIĘ WAM. Proste czynności, samotność i świadomość tego, że tego potrzebowałam dały kopa. Tylko, że nie o tym chciałam…

Zabrakło mi dwóch osób do tej radości. Właśnie Amka i właśnie Starego. Bo to jest tak, że nigdy nie będziemy w pełni usatysfakcjonowane. Nigdy nie będzie stałego idealnego życia. Nie o to tu chodzi. Chodzi o to by móc powiedzieć sobie to jest moje życie, podoba mi się to, że czasem mam nawał roboty i nie mam czasu, a czasem mam luz i nie ogarniam, to wszystko jest właśnie tak jak ma być. Jeśli nikt Wam tego nie powiedział, tak jak mnie. Ja Wam mówię. Akceptujmy. Niech wyzwaniem będzie akceptacja danej sytuacji. Ja zaakceptowałam, że ćwierkam na przystanku w zimnie. Mogłam wrócić Uberem. Nie polubiłam zimna, nie o to chodzi. Polubiłam jak jest. Stop. Nie polubiłam. Zaakceptowałam. Da się wiele spraw zaakceptować. Ojca czy Matkę, której/ego nic nie interesuje poza sobą, złośliwość sąsiadki, pełne wody denka kubków wyciągniętych z teoretycznie suchej zmywarki itd. Wszystko to może nas dobijać, ale jeśli zaakceptujemy, będzie nam dane zastanowić się czego potrzebujemy? co możemy wyciągnąć z tej sytuacji dla siebie?

Może troszkę wyszłam przed orkiestrę z tym pouczaniem, ale chcę się dzielić moimi myślami, ponieważ nie zawsze mam możliwość zrobienia tego osobiście z konkretną osobą.

AHOJ.

Author

Write A Comment