Żałoba to takie „pomieszczenie” do którego jesteś wepchnięty na siłę. Głos zewnątrz mówi ci, że będzie dobrze, ale musisz tu być, pobyć. Nie możesz stąd wyjść nawet na sekundę. Siedzisz i nic. Czasem nawet łapiesz się, że siedzisz bezczynnie. Nie ma tam telefonów, wyjść ze znajomymi, internetu choć czasem dają ci ulubiony serial, ale jak już naprawdę się roześmiejesz zaganiają cię z powrotem do tego miejsca. Nie wiesz na ile cie zamykają, ale dostajesz informacje, że to będzie trwać. Początki to jak kubeł zimnej wody. Wchodzisz do tego pomieszczenia, znasz swoje miejsce bo ci je wskazano, ale błądzisz bo tak jakby wszystkie były zajęte i nie widzisz gdzie jest to twoje do cholery. Dzień mija, noc mija, masz wrażenie, że tym razem słońce nie zaszło, a noc nie była ciemna. Wszystko się rozmywa.

Tak to jest. Zapomniałam dodać, że jesteś w tym zupełnie sama. Ty i łzy. Masz może jedną osobę, która daje ci oparcie i zrozumienie, ale wcale ci to nie wystarcza. Mało tego nie wiesz co zrobić by ta osoba nie czuła ciężaru jaki ty musisz dźwigać. Reszta z pewnością życzy ci dobrze, ale się boi. Boi zapytać, nie wie jak zacząć więc wycofuje się z „pomocy”.  Może ma cię za twardziela i myśli, że dasz sobie radę. „Reszta”to bliscy ci ludzie, może nawet najbliżsi, ale odpuść, mają swoje życie i nie będą kminić twojego. Nie bądź o to zły. Na pewno ci współczuję, ale nie każdy ma takie mechanizmy jak ty. Że zadzwoni  pogada, zrobi jakikolwiek ruch bylebyś ty nie musiał. To trwa. I trwa.

I jesteś cały czas w tym pomieszczeniu, bez cienia cywilizacji. Przeżywasz swoje życie jeszcze raz krok po kroku w tym jednym miejscu, analizując co ci wyszło, a co spieprzyłaś. Krok po kroku. Prawie jak dzień za dniem przeżywasz to jeszcze raz. Pytasz siebie…co można było naprawić? Zrobić inaczej? Pytasz, gadasz do siebie. Potem w końcu ulga przychodzą wnioski, gdzieś wewnątrz głos, że nie miałaś na to przecież wpływu. Wiec twój mózg szuka zajęcia i szpera dalej. Kto się zatem przyczynił do stanu rzeczy? Padają oskarżenia, pada autoocena, padasz krzyżem przed sobą. I tak dalej i tak dalej. Trwa to i trwa. Wciąż padają pytania- wszystkie możliwe jak w dobrym filmie detektywistycznym. Aż w końcu przychodzi 364 dzień roku kiedy  przerobiłaś już każdą możliwą opcję wyjścia z labiryntu, włącznie z psychoanalizą. I tylko uczucie ogromnej tęsknoty pozostało. Tylko.

Przyrównując  stan obecny do tego co za mną widzę sztylet wbity w plecy podczas biegu w maratonie który staje się czymś mimo wszystko przyjemnym. Bieg ten jest już biegiem poza tym pomieszczeniem. Drzwi się otworzyły jesteś wolna. Nie potrafię ująć bardziej dosadnie czym jest żałoba. Ale z pewnością jest to ogon śmierci i w swej sile jest jak czołg.

Mamo… gdybyś z nami była, a wiem, że tego chciałaś najmocniej, bo kochałaś życie jak mało kto, zobaczyłabyś Jak twoja córka przeistoczyła się w te osobę którą marzyłaś by była. Zobaczyłabyś jak Twój wnusio rośnie. Niem wiem jak to możliwe, ale reaguje na wszystkie zdjęcia z Tobą. Przecież nie powinien pamiętać, ale on się uśmiecha. Miał 6 miesięcy kiedy widział Cię po raz ostatni. Absurd. Więc może jesteś jakoś z nami potajemnie. A! I jeszcze jedno, nigdy przenigdy nie widziałam podobieństwa między mną a Tobą. A przez ten czas bez Ciebie czuję wręcz odwrotnie. Korzystam z każdej lekcji. Każdego dnia. Nie miałam świadomości jaki dar mi niesiesz. Wiem, że jesteś ze mnie dumna. Usłyszałam to może zaledwie kilka razy, ale teraz mimo Twojego nieistnienia,  słyszę częściej. Idę w to. Idę w życie bardziej niż kiedykolwiek.

Post publikuję dla tych, którzy zmagają się z tym samym. Wiem, bo sama poszukiwałam odpowiedzi w sieci. Recepty na poradzenie sobie. Znalazłam kilka artykułów. Na chwilę było lżej. Ale teraz cieszę się z jednej myśli… że czas ma to do siebie, że „leci”. Zrozumiałam siebie, zobaczyłam siebie taką jaką jestem na tle rodziny i ludzi bliskich. Skąd się biorą moje zachowania, te nerwowe lub te intuicyjnie automatyczne. Kim jestem, dlaczego jestem. Zrozumiałam również ludzi. Jak różnie reagują. Jak boją się pogadać, zadzwonić i tak po prostu mówić o czymkolwiek. Zrozumiałam, że wolą sie wycofać.

Nie wiem kto będzie to czytał, ale jeśli dotyka cię podoba sytuacja, zadzwoń. Pogadaj o przepisie na spagetti, o nowej torebce. Ja właśnie taką osobą pamiętam. Pamiętam jak przyjechała do mnie pogadać o wszystkim i o niczym. Agnieszka! Dziękuję. Dzień przed zajechałaś by pogadać ot tak. I co? Pamiętam to jak dziś. Ulgę, wsparcie, jedną godzinę naszego spotkania, jak karnet do lepszego świata. Do dziś pamiętam siebie i ciebie z tych okoliczności. Nie bójcie się  ot tak zagaić. To właśnie jest pomoc.

Jeśli rozważasz pójście na terapię, nie zastanawiaj się. Żałoba temu nie przeszkodzi. Zobaczysz, będzie Ci jeszcze w życiu lepiej, będzie ten czas kiedy ból wpisze się na stałe w geny, ale będziesz potrafić go stopować by się pocieszyć, pożyć i zatrzymać na czymś dobrym. Tylko przetrwaj godnie.

 

Author

5 komentarzy

  1. Ola, niedawno byłam właśnie tą osobą, która dała wsparcie i empatyczne słuchanie dla przyjaciółki po śmierci dziecka. Czasami wystarczy tylko być, towarzyszyć. Czasami pogadać o pogodzie. I dać wybrzmieć żałobie. Pięknie napisałaś. Często nie wiemy jak się zachować w takich sytuacjach.

    • OLATHOME Reply

      Wiem, że tak jest. Dobrze, że są takie osoby jak Ty. To naprawdę wiele daje. Pomaga. A to jest taaak potrzebne na tamten moment.

  2. Strasznie osobisty wpis… Tak intymny, że aż onieśmiela.
    Jednak dziękuję za te słowa.

    • OLATHOME Reply

      Jak inaczej mógłby zostać poprawnie odebrany, wprost musiał być prawdziwy. Cieszę się, że mogłam pomóc..

Write A Comment