Chyba  nikogo nie dziwi, że w taki dzień jak dziś przychodzą pytania. Pojawiają się wspomnienia, roztargnienie i łzy. Dobrze. Zgadzam się na to co roku bo zawsze po święcie zmarłych nabieram pokory. Nic oprócz tego, że się urodziłaś nie jest pewne jak to, że kiedyś umrzesz. Co jest ważne? Niech już każdy sobie sam rachunek sumienia robi. Ale tak sobie myślę… Dzięki czemu człowiek czuje się staro?…chyba dzięki temu, że wszystko co było przez długi czas życia – odeszło, zniknęło brzmi lepiej. Definicja poczucia starości jest poza nami, jest światem, który powoli przestaje istnieć. A człowiek czuje się wyobcowany. Patrzę najpierw na filmy z dzieciństwa, te które po 5 razy zdarzało mi się oglądać. Połowa obsady to albo dziadkersi, albo nieboszczyki. Patrzę na swoje wspomnienia…przyjaciółki z którymi widziałam się ostatnio 300lat temu na kartkówce z polaka. Rozmawiałyśmy o Leonardo di Caprio, albo nowej kasecie Kalibra44. Teraz rozmawiamy też, ale choć chcemy bardzo, tej beztroski już w nas nie ma. Mamy dzieci, wyglądamy prawie jak dawniej, ale zamiast  pociskać kity rozmawiamy o nich/dzieciach problemach i generalnie o nich. Nagle jesteśmy w skórach naszych mam, a często i ich już z nami nie ma. I wtedy sobie myślę kiedy to się do cholery stało??? Napisałam, że wszystko co było zniknęło – no bo tak to odczuwam. Z dnia na dzień tracisz rodzica. To nie tylko strata i potworny ból na ten konkretny moment. To również poczucie, że już nie jest się niczyim dzieckiem. Nie ma wentyla ochrony. Nagle. Jakby cię ktoś wysadził w szczerym polu bez kasy i telefonu i zażartował „orientuj się”.

Nie tragizuję, mam ponad 30 lat to nie koniec świata, ale mimo to…gdzie dziadek z babcią? Do tego tu zmierzam. Gdzie wyjazdy na święta? Do domu DOMU. Nie ma gdzie. Wszystko jest w szufladzie pamięci. Tak dużo już w niej pomieściłam, że boję się, że zapomnę. Autentycznie boję się, że coś mi umknie. I myślę. Niby to gdzieś „w gwiazdach wszystko zapisane”, ale kiepsko obmyślone. Czy to aby na pewno tak powinno być? Głupie pytanie. Nigdy sie nie dowiem jaka jest odpowiedz. Ale całkiem serio rozmyślam. Pamiętam o wszystkich, którzy odeszli, martwi mnie, że bilans osób bliskich zaczyna się wyrównywać między tymi co żyją, a tymi, których brak. Taka myśl.

Więc i ja zbliżam się wolno, ale jednak zbliżam do tej drugiej strony barykady. Wiedziałam to już wtedy dawno temu, ale teraz myśli krążą częściej.

Dlatego nie ma w moim życiu miejsca na zło i knucie. Jasno stawiam sobie granicę, lubisz nie lubisz danego człowieka. Bo masz prawo nie lubić, tylko jako dojrzały osobnik powinieneś się usunąć i go unikać, a nie drążyć i jątrzyć. Spotkałam ostatnio swoich dawnych wrogów. Nic nie poczułam oprócz chęci odsunięcia się. Wspaniałe uczucie. Nie było złych emocji nie było chęci rewanżu, tylko jasny komunikat z środka mózgu „ej Ola idź stąd”.

I takie komunikaty właśnie mi towarzyszą, jakby coś mówiło idź bo czasu nie ma, idź bo wiele przed tobą, a czas wciąż nielitościwie leci. Taki pęd, ale teraz nie tylko z zewnątrz, ale też z wewnątrz.

Pozostaje mi się z tym uczuciem zaprzyjaźnić i nie odpływać zbyt często w pamięć, bo tu w czasie teraźniejszym jest sporo to działania. Niestety serce pamięta silniej niż mózg.

Brak mi Was wszystkich kochane duszyczki, odchodzicie i zabieracie też część mnie. Po trochu. Refleksyjny czas. Bez kitu. Pojechałam na grubo.

 

Author

Write A Comment