Tak się właśnie stało jak w tytule. Sama nie wiem, co ja sobie myślałam.

Jak słowo daję było tak, że uznałam, że muszę zrobić sobie przerwę. Mój synek musi iść do żłobka, ponieważ jestem z nim w domu od urodzenia aż do teraz – 19 miesięcy i jeśli nie wyjdę do ludzi – zwariuję. Nie ma się co tłumaczyć. Nikt nie zrozumie tego bardziej niż młoda matka. Tak! Ale ja jeszcze kilka lat do tyłu kompletnie nie wiedziałam czym to się je… Bycie z dzieckiem w domu?-myślałam…

” Jestem zorganizowana, dałabym radę i nie ma się co mazać”.

Przyznaję się, nie wiedziałam i zadawałam sobie pytania:

  • czemu te mamy z wózkami chodzą takie nieuczesane, przecież to 5 minut zrobić sobie włos?
  • czemu nie są promiennymi buziami przecież kochają te dzieci i TYLKO nimi się zajmują?
  • czemu smutno wyglądają, kolory kurtek te same, buty sportowe…powinna być fontanna kobiecości, a ja co widzę? Za-nied-ba-nie.

DYGRESJA (Piszę o tym dlatego, że ja jako kobieta nie wiedziałam. I wstyd mi. Nie widziałam, jak poważny to wysiłek zarówno psychiczny i jak i fizyczny. Wstyd mi. Nie sądziłam, że organizacja nie ma nic do gadania, że ten poziom frustracji i zmęczenia jest tak silny. Wstyd mi. Myślę przede wszystkim o tym okresie kiedy te spacery są takie częste, kiedy dziecko nie siedzi – same początki. Te trudne smutne początki. Matki, wszystkie matki , które wtedy widywałam – wybaczcie mi te niewiedze. Przepraszam, że się dziwiłam… Dla równowagi sama dostałam w kość. Moje początki to koszmar i nie mam nic do dodania. Karma wraca. Trochę się śmieje, ale też cieszę się, że to przeszłam i słowo honoru od momentu gdy jestem mamą ocena nie jest już tak łatwo wydawana. Pokora przyszła wraz z dodatkowymi kilogramami i wymieniła się z kolagenem na obecność w moim organizmie.)

No, ale przyszła kryska na Matyska-wracając do sprawy. Cała organizacja w łeb strzeliła. Niewyspanie, forma fizyczna emerycka, niedoczas, niedojedzenie, niezadowolenie z siebie i zaniedbanie. Taki pakiecik po czasie kilku soczystych miesięcy skupienia na jednym celu=kejsie z brakiem jakiegokolwiek dnia wolnego od pracy wypalił moją cierpliwość aż do kości. Potrzebowałam wrócić do dawnych zajęć, do pracy ( zwał jak zwał, ale jest to praca ) wyjścia z przysłowiowego dresu. I właśnie tego samego dnia kiedy to nastąpiło w gotowości, pełna ekscytacji zaprowadziłam go tam, gdzie chciałam by spędzał 4,5 h dziennie. Do żłobka. Mamy blisko więc spacerkiem na 9.00 rano powędrowaliśmy. Dostał swoją szafeczkę, a na niej napisane imię, kapciuszki i smoczek na półeczce ponad drzwiczkami. Ucałowałam polik (na siłę), a on zniknął w zabawkach, a konkretnie w taksówce- aucie w stylu Freda Flinstona.
On zniknął w taksówce, a ja w chusteczce. Spanikowałam.

On mnie nie potrzebuje, to już jest koniec. Samodzielność nastała. Już nie jestem królową świata. Game over

Nagle stylem raka pomyślałam:” nie! w zasadzie ten żłobek jest niepotrzebny. Przecież d
am sobie radę i z nim na pokładzie.  Jakoś pogodzę pracę i opiekę, byleby był ze mną”.

Mój stary mnie wyśmiał. „Co ty gadasz, jutro zostanie w domu i po godzinie zmienisz front, a w dodatku odbije się to na mnie. Nie ma opcji”

Przyznałam rację.

Ale co wypłakałam to moje. Skąd takie reakcje? Teraz nie zachodzę już w głowę. Widzę jaki jest szczęśliwy z innymi dziećmi, jak nauczył się jeść w grupie i przynosi mini prace plastyczne.
Muchomor wisi w przedpokoju, choć w dużej mierze to praca… pani przedszkolanki. Ale co tam, jakoś tak chcę być z niego dumna, że widzę jego wenę. Zdecydowanie jest i było to = złobek dla niego dobrym wyjściem. Gość jest super. Zaaklimatyzował się na 5+ i przy tym wszystkim jest (jak mówią)”taki śmiszny”.

No i git. Dalej go wychowuję i ustawiam, a nawet więcej w naszej relacji jest dobrego. Każdy z nas jest spokojniejszy co służy każdej ze stron. A Wy Mamy, bądźcie spokojne, odruch płaczu w szoku separacji jest normalny. Nie trzeba się brać do kupy, można popłakać i robić swoje. Przecież nikomu nie dzieje się krzywda. Ja się wstydziłam tego odruchu bardzo po czym okazało się, że większość z nas tak reaguje. Ode mnie na dziś tyle.

Author

Write A Comment