Amulet koncert promocyjny

Mam za sobą koncert promocyjny. Koncert do którego tak pieczołowicie się przygotowałam. Według mnie było klawo i byczo. Co czułam? Czułam wytchnienie. Po tylu miesiącach zmagań z życiem w końcu mogłam stanąć na scenie i robić to co według mnie potrafię najlepiej. Czułam się świetnie. Czułam się zarówno lepszą matką jak i lepszym muzykiem. Jak takie wrażenia utrzymać na codzień? Chyba nie można.

Właśnie na tym polega piękno tej pasji=zawodu. Scena dodaje skrzydeł i jest pokarmem, który żywi mój muzyczny organizm, tę część mózgu, która odpowiedzialna jest za kreowanie. I wiecie co? Zawsze tak mam. Po koncercie dnia następnego mam zawsze lepszy głos, zawsze mam większe możliwości, no niezaprzeczalnie scena jest powietrzem i tchnieniem w „jutro”.

Jedyne co w tym wszystkim niefajne to to, że nas-muzyków śpiewających jest tak wielu, że nie ma tyle miejsca w „pl” byśmy mogli grać regularnie jak by nam się tego chciało. Byłabym gotowa robić to najczęściej jak to możliwe. Zdarza mi się słyszeć: to niech pani zagra, damy pani plakaty i reklamę… Ale jak to? – mówię. Ja tego nie potrzebuję…Plakat mam gotowy, a reklamę? Post na facebooku i tyle. Nie dziękuję. Mnie potrzebne jest wynagrodzenie za pracę. Mówiąc wprost -kasa. Nie będę się nad tym teraz rozwodziła. Ale nikt tego głośno nie powie, więc ja ten raz napomknę…Nie chodzi o gwiazdorstwo czy rozpoznawalność, ilość włosów na głowie czy ich brak, albo ilość postów na pudelku. Są ludzie, którzy tak jak reszta kończyli studia, uczyli się by w ręku mieć fach, ciężko pracowali by otrzymać dyplom,  robią to znakomicie i wciąż dla przeciętnego kowalskiego jest to zagadką, że za pracę należy się wynagrodzenie. Kurcze, hydraulik, dentysta, pani w kiosku ruchu. Wszyscy za nawet błachą czynność mają z tego pieniądz. Czemu nadal to takie zadziwiające, że muzykowi się to nie należy. Czytam te bzdurne komentarze, nie wiem z resztą po co. „Jesteś artystą to musisz być biedny i niedoceniany, wtedy będziesz miał wenę” WTF! Nawet nie wiem jak zacząć swoją wypowiedź na taki komentarz. My przecież nie czekamy na wenę. Utwory, które komponujemy powstają każdego dnia, średnio przez miesiąc. I nie piszemy jednego dziennie, bo nie mówimy o piosenkach do ogniska.  Mówimy o mozolnej pracy. Żeby chirurg wykonał operację, musi tonę książek przeczytać mieć praktyki itd. Ja życia wprawdzie nie ratuję, ale żeby napisać coś sensownego muszę dysponować warsztatem, który zdobywam wciąż od ponad 20 lat. Po co się tego uczę? Czemu to robię? W odpowiedziach pada: nikt ci tego robić nie karze. To żaden argument. A na marginesie. Kiedy dzieciństwo, młodość i studia poświęcasz temu co chcesz wykonywać w przyszłości, jak wyobrażasz sobie siebie jako kogoś innego po…18 latach? Owszem, nikt mi tego robić nie kazał, ale szkoły do dziś stoją, studia kończą ludzie wykształceni i instytucje wciąż działają, zatem gdzie tkwi szkopuł? Według mnie niski poziom zapotrzebowania na kulturę, brak jej promocji w mediach, brak propagowania spędzania czasu  wzbogacając wrażliwość. Brak chęci zrobienia czegoś dla siebie.

Zawsze będzie mnie boleć, że dotacje na kulturę są regularnie z roku na rok przycinane. Mam wrażenie, że jak już tak tną i ciąć będą to na tej przerzedzonej łodydze kultury, ci zawieszeni na czubku już nieliczni ujrzą wyraźnie ziemię, a to ich bardzo przerazi i się puszczą co zwiastować będzie upadek.

Trzymając się jednak rdzenia tematu.

Trudno sobie wyobrazić by robiąc przez całe życie to co się kocha nagle zmienić bieg historii. Kto miał tak by w wieku 7 lat zadecydować kim chce zostać jak dorośnie, ten wie, że nie ma innej drogi. Plan B nie istnieje. Dlatego mimo różnych niewygodnych sytuacji i niezależnie od możliwości czy sytuacji życiowej lub politycznej człowiek ślepo dąży do celu. Stać o własnych niezależnych siłach na własnych nogach, wiecie o czym mówię? Wtedy 30 czerwca stojąc przed Wami podczas koncertu wiedziałam, że to co robię nie jest Wam obojętne, że jest ważne, inspirujące, a co najważniejsze czułam i wiedziałam, że nie ma siły która mnie kiedykolwiek od Was odciągnie. Nawet jeśli nie jest Was tylu by wypełnić arenę Stadionu Narodowego 🙂

A  nasze spotkanie po koncercie?

Cudowne uczucie wypełnienia. Ten moment kiedy ja już nie śpiewam, a Wy nie słuchacie, lecz odwrotnie. I nie gasnąca moja wdzięczność za słowa uznania, za słowa, które są nam artystom potrzebne. Bez nich, bez Was nie ma nas. Taki rodzaj zależności. Tym bardziej wiem, gdyż widzę w Was niegasnącą potrzebę obcowania z moją muzyką, że nie możemy być sobie obojętni, być może nawet stąd właśnie to moje miejsce blogowe. Po to te filmy gdzie śpiewam i gram, by być bliżej nawet jeśli „instytucje” nam w tym nie chcą pomóc.

Kilka wspomnień:

Proszę bardzo. Tu z szefem Primedio, firmy tłoczącej obydwie moje płyty
Z Ivo Kmiecik – gościem specjalnym koncertu

 

Author

Write A Comment