Za dwadzieścia minut dzień dziecka.

Nie ważne chyba ile mamy lat, zawsze czujemy się dzieckiem. Dawniej wkurzały nas ściski babci i odciski szminki, znów duszące perfumy, ale na samą myśl o prezencie mogliśmy znieść wszystko. Przewrotnie teraz jest tak, że chciałoby się dostać ten uścisk i buziak, a prezent wcisnąć sobie między bajki.

Często myślę o moich Dziadkach, niestety nie ma już nikogo, wszyscy odeszli. A to właśnie teraz byłby najfajniejszy czas na pogaduchy przy ajerkoniaku i słonych paluszkach, to właśnie teraz chciałabym nakryć kocem stół i pośmiać się spod niego słuchając opowieści,  albo poszyć sobie na maszynie, a raczej poudawać słuchając o „wojnie” i jak to „za okupacji” było.

Pamiętam jak mnie to nigdy nie interesowało…nudy, nudy, nudy! Nic z tego nie pamiętam, a tyle mi opowiadali. Szkoda, że tak los sobie obmyślił by odchodzenie było przypadkowe, albo po prostu fakt, że idziemy w dół pokoleniem. Wyjątkowo nie udana akcja.
Dziś jestem matką i daję dzień dziecka, ale to dawanie też jest fajne.
Łapię się za głowę… czemu ten czas tak niemiłosiernie mija. I mam taką pointę. Jeżeli mamy mieć znajomych i przyjaciół, to niech to będą tacy którzy będą z nami świętować nie tylko imieniny, urodziny…klasyczna banieczka przy stole…

Niech to będą spontaniczni ludzie o duszach dzieci, których żarty, absurdy są wyjęte z dnia codziennego.

Tak!

Niech polot, finezja dotyczą również nas…tych co w peselu mają coś powyżej np.82… na początku.

Ja Was ściskam wszystkich, jak babcia dawniej mnie. Daje Wam buziaka, pomarańcze i orzechy i pieska z bazarku za 4 zł mówiąc Niunia, to dla Ciebie, Śliczny nie?

Author

Write A Comment