dzień matki 2017

Wszechobecne święto Dnia Matki, rzucające się w oczy już u progu poprzedzającego tygodnia. Reklamy i wysyp newsletterów, gdzie kłuje w oko baner „jeśli ją naprawdę kochasz, spraw by …” bla, bla, bla.

Poważnie? Skoro tak jest to ludzie na to idą nie?! Tęsknię za czasami kiedy to nad prezentem myślało się kilka miesięcy, kupowało faktyczne potrzebne danej osobie rzeczy, albo nie kupowało, a podarowało, albo robiło się coś przez siebie. Przyznam, by nie było hipokryzji… mnie też zdarzają się momenty kiedy kończy się wyobraźnia, a zaczyna akcja ostatnia chwila. Mimo to jakoś w przypadku Mamy… Mam te inną refleksję przed sobą.

Obchodzę dziś pierwszy raz to święto bez Niej. Myślę sobie… gdyby tu była czego by potrzebowała… Minęło dokładnie pół roku od jej pogrzebu, a w myślach mam wizerunek kogoś zupełnie innego. Nie nazwałabym tego utknięciem, ale naprawdę tyle się zmieniło. Wszystko się zmieniło. W pędzie codzienności myślałam o niej jako cyborgu, maszynie jak czołg pędzącej, emocje na wodzy, cel przed sobą itd. Tymczasem po pół roku milczenia widzę kogoś niezwykle kruchego, kto nauczył się mechanizmów, wszedł w rolę walki, ale czy w zgodzie ze sobą?! Nie sądzę.

Delikatna, oryginalna, piękna kobieta, która kochała życie i ludzi. Wpadała czasami do naszego mieszkania i czuło się te energię i świeżość. Od razu z progu. Niebieskie wręcz granatowe lśniące oczy, uśmiech, w rękach owoce lub warzywa i już pomysł na coś do zjedzenia, zawsze akcent dizajnu na stole, w kuchni, ścianie, nie ważne czy u siebie czy u nas w domu. Woziła ze sobą jakby część siebie i zostawiała gdzie tylko była. Taka niezgładzona dobra dusza o ciepłym sercu.

Cieszyła się z małych rzeczy, najbardziej właśnie z tych codziennych pierdółek, odwzajemniała się światu dawaniem. Uwielbiała się dzielić, nie przeliczała tego na kasę. O pieniądzach miała bardzo przeciętne zdanie. Mówiła:

„Pieniądze rzecz nabyta. O to się nie martwmy”.

Roztropnie gospodarowała każdą złotówką, potrafiła z każdej sumy podzielić tak by było i na stole i w kieszeni.

Miała nowoczesnego ducha wewnątrz siebie, zawsze kreatywna i chętna do eksplorowania. Gdyby była dziś blogerką, położyła by wszystkich na łopatki. Podkreślam, że dzieliło nas pokolenie. No ponadczasowa.  Jej mieszkanie urządzone było zawsze ze smakiem, styl był przedłużeniem wnętrza jej wyobraźni. Miała dryg do kwiatów, mody, urządzania wnętrz. Wyprzedzała trendy. W 2014 wymyśliła sobie srebrne trampki…i kupiła je… rok później wszyscy w takich śmigali…mało tego, założyła je na moje wesele! TRAMPKI! NA WESELE!

Skąd wiem, że była wspaniała i jedyna? Nie tylko dlatego, że była moja, w sensie moją Mamą. Bo nie widziałam, by ktokolwiek odchodząc w takich cierpieniach mówił, że cierpi bo widocznie jakiś to ma cel. Cierpi za bezdomnych, głodnych i chorych. Ona była pełna pokory. Nie sądziła, że odchodzenie jest takie trudne, a jednak milczała, nie skarżąc się, nie użalając, nie płacząc. Po prostu cierpiała w sobie i duchu. Nikogo takiego nie znałam. By z taką godnością żyć i umierać. Nie muszę chyba przytaczać przykładów „opiekującej” się Nią w szpitalu służbą zdrowia, ponieważ to jest oczywista oczywistość jak jest w tych specyficznych miejscach.

Zabawne było, że zawsze trzymała szpan. Malowałam jej paznokcie w szpitalu na tydzień przed śmiercią, nawet tam czuła się kobietą, nie pacjentką.

Zadziwiała mnie swoimi spostrzeżeniami. Chodziła do kościoła, modliła się regularnie, ale zawsze po swojemu, bo przecież

„Stwórca gdyby żył to byłby normalnym facetem, inteligentnym z poczuciem humoru”.

Jednocześnie miała wygoloną głowę, ciuchy, które zwracały na siebie swoją uwagę i była …. nauczycielem. Tyle w tym było sprzeczności w kontekście łamania stereotypu. Nie dała się zaszufladkować. Żyła po swojemu. I w tym wszystkim…podobno była najlepszą w świecie teściową…mój mąż Ją uwielbiał. Mówił do niej Elizabet, a ona do niego Majklu. Takie zabawy 🙂

Myślę, ze nie miała świadomości jak wielu ludziom była potrzebna i że była inspirująca. Oczekiwała na uznanie, to tak, na bank. Lubiła być doceniana. Wciąż Jej było mało tych głębszych relacji, chciała zażyłości z wszystkimi. Bliskość była priorytetem, bliskość czuła jakby z nienasyceniem.

Dlatego wyjechałam z tymi prezentami na wstępie. Bo to trzeba chyba wsłuchiwać się w człowieka, choć w realiach jakich żyjemy nikt nam tego nie mówi, bo newslettery i witryny myślą już za nas. Dziś podarowałabym jej wolność od wszystkich obowiązków, żeby mogła sobie po prostu pobyć ze sobą i potrafić się docenić. Żeby mimo zapewnień moich i bliskich sama poczuła się wyjątkowa. Gdzieś wewnątrz czuję, że chyba to ma. Na pewno jest wolna.

Moja ukochana Mami. Bez niej nie jest już tak fajnie, zwłaszcza w dzisiejszy dzień.

Mami ♥

 

 

Author

Write A Comment