Wpis będzie szybki, czyli krótki. Nie mogę się powstrzymać od skomentowania i spytania Was (jeśli ktoś też tak ma, ręka w górę) czy tylko ja mam fioła na punkcie bobasa w rajstopach? Mam syna, jak wiecie. Czasem, oprócz takich sobie spodenek, pump, dresów, baggy itp. jest dzień rajstop. Choć nie wiem czemu w przypadku mojej Myszopandy są to rajtuzy! Starsza forma słowa rajstopy. Jak sobie patrzę, na te ludzikowe bobasiane proporcje, pieluchę i szwy owych rajtuz przez nią przechodzące… nóżki niemrawe nierzadko na „beczce prostowane” po prostu odjeżdżam. Nie wiem skąd my, kobitki tak mamy, że się rozczulamy. Może świadomość, że mój mały Kruszyn będzie kiedyś normalnym facetem powoduje takie emocje? Zauważyłam, że u dziewczynek przyjmuję to jako normę, no albo nie mam dziewczynki i stąd te myśli. W każdym razie musiałam Wam to napisać.

Poza tym…Drogie…to co przeżywam jest nie do opisania i trochę odstaję teraz od tematu. Mój Amek ostatnio po roku zaczął się do mnie przytulać- sam z siebie. Wyczaił pępek i się przygląda coś tam pokazuje paluszkiem, więc mu tak tłumaczę, że to jest jego pierwszy domek. Czaicie?

Nasze dzieci tam mieszkały, teraz są obok nas i patrzą na nas, mają ręce i nóżki…w tych właśnie rajstopkach. Totalnie jestem rozczulona. Niby cudów nie ma? Ależ skąd! Cudem jest każdy człowiek na ziemi. Pojawia się „znikąd” gdyby to przeanalizować… Zatem cud. Może trochę zadaję pompatycznością. Po prostu rzeczywiście doceniam każdego dnia, że mój mały stworek o którego nie prosiłam, bo poziom świadomości był zupełnie gdzie indziej, jest teraz ze mną. A ja szaleję. Jak zapewne Wy.

Ale zwłaszcza szaleję za jego nóżkami w tych pasiatych rajtuzkach. Bo takie patyczaki niesforaki co go w przyszłości nieść będą ku światu są teraz tylko do mojej uciechy. Amen.

Author

Write A Comment